Opowieść o rzeczach bezcennych…

Otaczamy się tysiącami przedmiotów. Wśród nich są książki, czasopisma, gadżety elektroniczne, ubrania, kosmetyki, jedzenie – przedmioty codziennego użytku. Psychologowie twierdzą, że często wartość człowieka oceniamy właśnie na podstawie ilości i jakości przedmiotów, które do niego należą. Mimo to ludzie szybko pozbywają się rzeczy, które uznają za stare, zużyte, niemodne i zniszczone. Zupełnie inaczej postępuje Wiktor Szałkiewicz – autor książki „Requiem dla rzeczy niepotrzebnych”, opublikowanej w 2015 roku przez Książnicę Podlaską w Białymstoku.

maxresdefault

Szałkiewicz zaproponował swoim czytelnikom liryczną, sentymentalną podróż w krainę dzieciństwa, na Białoruś, do Porozowa. Właśnie tam, w latach 60-tych, młody człowiek, zafascynowany światem, snuł swoje marzenia o czarno-białym telewizorze, odbiorniku radiowym, motorze albo chińskim długopisie (zamiast starego pióra z zardzewiałą stalówką). Nic więc dziwnego, że do tych przedmiotów Szałkiewicz wraca po latach, snując poetyckie wspomnienia o rzeczach, które są mu już niepotrzebne, a mimo to wciąż znajdują się w jego domu.

Autor nie potrafi pozbyć się „maszynki, którą wszystkich nas małych strzyżono”, „drewnianego piórnika”, „ojcowych pasków”, „Nokii 5110” i „starego porzuconego chutora za wsią Hornostajewicze”. Powód jest prosty: […] rzeczy niepotrzebne, zajmują czasami dużo miejsca, osiada na nich kurz, mieszkają w nich mole i rybiki, atakują kołatki, ale one prawie się nie starzeją, bo nie mają konkretnej daty urodzin, żyją swoim niepotrzebnym życiem dłużej od swoich twórców i właścicieli, tknie je jeszcze nie jedno, lecz kilka pokoleń. Biorąc je do rąk stajesz się młodszy i pełen sprytu, jakby żyła w nich jakaś tajemnicza siła, która od razu wnika w ciebie.

Dlaczego więc tak szybko pozbywamy się rzeczy? Dlaczego nie dajemy im szansy na wzbogacenie naszego życia? Może boimy się wszystkiego, co przypomina nam o upływie czasu? To dziwne, bo przecież stare przedmioty z dzieciństwa, znalezione w szafie, garażu i piwnicy to rzeczy, które nas ukształtowały, „uczyniły takimi, jakimi jesteśmy teraz, nie innymi…”.

Czasy młodości Wiktora Szałkiewicza nie należały do łatwych. Lata 50-te i 60-te, Białoruś, kult Stalina, wszędobylska obecność partii, niewesoła sytuacja ekonomiczna. A z drugiej strony, wspaniała wielopokoleniowa rodzina, w której każdy o każdego dbał. Zaradny ojciec, opiekuńcza matka, bracia – wszystko to sprawiało, że mały człowiek czuł ufność wobec świata i – w przeciwieństwie do dzisiejszych dzieciaków – większość czasu spędzał na podwórku, kombinując, jak przejechać się motorem kupionym przez ojca; jak dłużej posłuchać radia albo wejść w posiadanie wspomnianego już chińskiego długopisu. Dzięki temu każdy dzień jego życia miał coś w sobie wyjątkowego, niespotykanego i ekscytującego. Taką ekscytację przeniosła ze sobą słynna radiola Ural – 57 (radiola, czyli połączenie odbiornika radiowego i adapteru): Przy Uralu-57 całą rodziną spędzaliśmy długie jesienne i zimowe wieczory. Często zaczynały się od tego, że rodzice po napojeniu krowy i skończeniu prac w chlewie siadali przy nagrzanym piecu, a ojciec ironicznie mówił: Staś, Jurek, poszukajcie łgarzy (tzn. Radio Wolna Europa), niech połgają…”. Bracia przełączali radio na krótkie fale, na początku na krf1, potem na krf2. Charakterystyczne ostre głosy, męskie i kobiece, opowiadały o tym, co się naprawdę dzieje na świecie i u nas. Ojciec w zadumie mówił: „O, popatrz!”.

Ale „Requiem dla rzeczy niepotrzebnych” to nie tylko wspomnienia z dzieciństwa. To także opowieść o dojrzewaniu i byciu dorosłym. W opowiadaniu „Odznaka wojskowa sierżanta Siergieja Zmitrakowa” Szałkiewicz pisze o swojej służbie wojskowej w Mińsku, a „Chicagowska walizka” to wspomnienia związane z pobytem w 2001 roku w Chicago. Właśnie tam Szałkiewicz miał okazję spotkać przypadkowo w indyjskim sklepie młodą sprzedawczynię… z Grajewa! Szałkiewicz przyznaje: Znaleźć w indyjskim sklepie w Chicago mieszkankę małego podbiałostockiego miasteczka Grajewo – to samo, co znaleźć sto białoruskich „zajączków”.

Takich wspomnień, związanych z ludźmi i przedmiotami, jest w książce Szałkiewicza mnóstwo. A każda ma w sobie kapitalną puentę, dowcip lub poetycką refleksję. Bo Szałkiewicz pisze o świecie, który go ukształtował i który zna najlepiej. Cóż, skoro dzieciństwo i młodość to najpiękniejsze okresy w naszym życiu, warto do nich wracać. A nic tak skutecznie nie przywołuje wspomnień jak przedmioty, którymi wtedy się otaczaliśmy; przedmioty, które wciąż posiadamy, przede wszystkim z sentymentu za tym, co odeszło i już nie powróci. Przeczytajmy więc uważnie książkę Wiktora Szałkiewicza i uważnie rozejrzyjmy się po swoimi domu. Może gdzieś na półce za książkami bądź głęboko w szafie ukryła się bezcenna rzecz, o której zapomnieliśmy marząc o nowych, eleganckich, nowoczesnych przedmiotach? Może dzięki niej staniemy się szczęśliwsi?

Marcin Powichrowski

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s